Z pamiętnika Górołazki

11-ego grudnia, obchodzimy Międzynarodowy Dzień Obszarów Górskich — dzień, który gra we mnie wyjątkowo mocno.

Moja własna, górska opowieść zaczęła się bardzo wcześnie. Dzięki pasji moich rodziców, od najmłodszych lat wędrowałam po szlakach — podobno już jako 3-letni berbeć dzielnie maszerowałam motywowana „herbatką w schronisku”. Wspólnymi siłami eksplorowaliśmy Karkonosze, Bieszczady, Beskidy, Góry Stołowe. Rodzice do dziś wspominają, jak zmieniali się w turach, by każde z nich mogło choć na chwilę odpocząć od potoku moich pytań i monologów, które prowadziłam z powagą małej filozofki. 😉

Z czasem ta dziecięca fascynacja przerodziła się w świadomą miłość. Moje podróże po świecie zawsze zaczynały się od jednego pytania: CZY SĄ TAM GÓRY? I tak trafiłam na szczyty Afryki i Ameryki Południowej. Na 5-tysięczniki: Mt. Margheritę na granicy Ugandy i Demokratycznej Republiki Kongo, Mt. Kenyę w Kenii czy Nevado del Tolima w Kolumbii, oraz na 4-tysięczniki: Mt. Meru w Tanzanii i Mt. Kamerun w Kamerunie. W miejsca, gdzie wysokość odbiera oddech, ale oddaje coś znacznie cenniejszego — poczucie, że człowiek jest częścią czegoś większego niż on sam, a jego los w dużej mierze zależny jest od sił Natury.
W drodzę na St. Margeritę w Górach Księżycowych na granicy Ugandy i Demokratcznej Republiki Konga (po lewej) oraz Mt.Kenyę w Kenii (powyżej)
Z geologicznego punktu widzenia Góry to monumentalne twory powstałe z ruchów i zderzeń potężnych płyt tektonicznych. To zapis historii Ziemi — jej erupcji, pęknięć i przemian. Trochę jak nasza skóra – każda warstwa, każdy uskok, są jak zmarszczki, rysy czy blizny – to świadectwo upływu czasu i kolekcjonowanych latami doświadczeń.
Dla mnie Góry są lustrem. Uczą pokory, ale jednocześnie wzmacniają. Pomogły mi zbudować psychikę odporną i elastyczną jednocześnie. Dały mi umiejętność stawiania sobie celów dalekich, czasem trudnych, a zarazem cierpliwość, by dążyć ku nim krok po kroku.
Najczęściej jednak nie chodzi o szczyty, ale samą drogę, która nierzadko zamienia się w podróż w głąb samej siebie. Tak było chociażby w styczniu 2024 roku, gdy razem z Peru przeprawiliśmy się przez zimowe Karkonosze, pokonując w 8 dni dystans 150km, często brodząc po kolana w śniegu, najczęściej nie spotykając nikogo na szlakach. Dla mnie był to test wytrzymałości, ale i psio-ludzkiej przyjaźni, zaufania i znajdowania wspólnego rytmu.
Dziś, w tym symbolicznym dniu, puszczam oko do Gór — za drogę, za naukę, za ich cichą mądrość. Kim dzisiaj bym bez Was była? 🤔💚

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *