Leśne uszy, czyli o uszakach bzowych
Kto przez lata myślał, że jak zbierać grzyby, to tylko jesienią, niechaj pierwszy rzuci patykiem! Wprawdzie sama nie należę do zapalonych grzybiarek, ale możliwość poszerzania horyzontów kulinarnych o nowe gatunki, to zawsze ekscytująca przygoda. A ponieważ kilka kroków od mojego domu zagościły uszaki bzowe (książkowo – na czarnym bzie), nie sposób nie poświęcić im kilku słów. Tym bardziej, że zima to dla mnie czas mało aktywnych, leśnych zbiorów, więc takie znalezisko cieszy potrójnie! 😊

O uszakach bzowych mówi się, że to polskie grzyby mun – i nie bez powodu. Należą do tego samego rodzaju, mają ten sam „uszaty”, galaretowaty kształt i po obróbce identyczną, sprężystą konsystencję. Różni je głównie pochodzenie: uszak bzowy (nazywany też judaszowym, bo jak głosi legenda Judasz Iskariota miał się powiesić właśnie na czarnym bzie), rośnie dziko w Polsce i Europie, najczęściej na czarnym bzie. Grzyb mun to jego suszona, uprawiana na dużą skalę wersja z Azji. Właściwości i zastosowanie w kuchni pozostają właściwie takie same.
Ciekawe jest też nasze lokalne spojrzenie na uszaka. W słowiańskich opowieściach wszystko, co wyrasta na drzewach granicznych – a bez czarny właśnie takim drzewem był – miało szczególną moc. Dziki bez chronił przed złymi duchami, chorobami i „złym okiem”, a to, co na nim rosło, traktowano z dużym respektem. Uszaki, przypominające ludzkie ucho, kojarzono z umiejętnością słyszenia więcej – szeptów przodków, znaków natury, a czasem… plotek z zaświatów.

Uszakom przypisuje się sporo właściwości odżywczych. W Chinach i innych krajach Azji grzyby tego rodzaju znane są jako grzyby długowieczności i od setek lat goszczą w medycynie ludowej. Podobno wspomaga układ odpornościowy, działa przeciwzapalnie i przeciwbakteryjnie. I co najbardziej mnie zaskoczyło – ma dużą ilość białka i wysoką wartość kaloryczną, co sprawia że jest dobrym źródłem energii, szczególnie w zimowej porze. uzupełnieniem zimowej diety.
JAK JE ZAJADAĆ? W zupach (ramen, miso, ale i swojski rosół będą jak znalazł), w potrawkach, gulaszach, marynowane, w pierogach. Zasuszone, po namoczeniu magicznie wracają do życia! Kto jeszcze nie zajadał uszaków, polecam spróbować! 🙂











