A jaki jest Twój kalendarz emocji?
Dokładnie rok temu, w listopadzie, towarzyszył mi bardzo podobny stan, jak teraz. Stan spowolnienia, rozbicia, niemocy w ciele, trudności w skoncentrowaniu się na zadaniach. Pamiętam to bardzo dokładnie, bo wiele się wtedy działo w moim życiu prywatnym i pewien rodzaj niepokoju związany z tamtym czasem, znów powrócił, znów o sobie przypomniał.
Im dłużej pracuję w Naturze i z ludźmi, tym mocniej widzę, jak głęboko nasze emocje są powiązane z rytmem świata dookoła. Każdy z nas nosi w sobie własny, niepowtarzalny kalendarz emocji. Kalendarz zapisany doświadczeniami, wspomnieniami, wydarzeniami, o których czasem już nie pamiętamy, ale które pamięta nasze ciało. I ono potrafi w danym miesiącu, w danym świetle dnia, w określonym zapachu powietrza, wysłać nam sygnał: „Hej, kiedyś już coś tu czułeś/aś.”
Oczywiście — jesienią naturalnie spada nam energia, bo w naszej szerokości geograficznej światła jest znacznie mniej. Psychologia nazywa to SAD, sezonowym obniżeniem nastroju, depresją sezonową. Ale obok fizjologii działa też ta cicha, mądra pamięć ciała. Dzięki niej każdy przeżywa tę samą porę roku inaczej.
Ktoś rozkwita wiosną, bo wreszcie czuje przypływ światła i lekkości po zimowej stagnacji. Ktoś inny — kultowy już „jesieniarz” czy „jesieniara” — dopiero w październikowych mgłach i kolorach liści odnajduje swój pełny oddech.
Ja sama traktuję czas jesienno-zimowy jak okres podsumowań, domykania, porządkowania. To mój czas na odpuszczanie tego, co stare, często „dla ukojenia” odgrzewane miesiącami, ale tak naprawdę nie spełniające już żadnej, dobrej funkcji. Czas na robienie miejsca na to, co chce nadejść. Mam ogromny przywilej żyć w rytmie Natury — na ponad dwa miesiące, od połowy grudnia, do końca lutego, mogę zniknąć z zewnętrznego świata, żeby uporządkować ten wewnętrzny. To ważne i piękne, ale momentami niełatwe. Czasem bywa bardzo konfrontujące. Ale jest też mi niesamowicie potrzebne.
Chciałabym dziś życzyć każdemu i każdej z Was jednego: czułości dla siebie, zwłaszcza wtedy, gdy ciało zaczyna coś podpowiadać. Bez dokręcania sobie śrubki, kiedy energia spada albo kiedy nagle robi się „nieswojo”. Może to nie lenistwo. Może nie brak motywacji. Może po prostu jakaś dawna emocja wraca, bo właśnie teraz — w tym miejscu roku — kiedyś miała prawo się wydarzyć. I warto ją zauważyć, pobyć z nią, pozwolić jej wybrzmieć… i się uleczyć.








