Leśne "kotki" o niezwykłej mocy

Z początkiem marca zachęcam Was do rozejrzenia się za krzewami LESZCZYNY i skosztowania pierwszych, wczesnowiosennych smaków. KOTKI leszczynowe to nie tylko wdzięcznie dyndające na wietrze „wisiaki”, ale i jeden z pierwszych dzikich, roślinnych pokarmów, po który możemy sięgnąć po długiej i wymagającej zimie.

Przez dawnych Słowian leszczyna nazywana była rośliną świętą i tajemniczą, wręcz mocarną. Przypisywano jej szereg niezwykłych cech od mocy mediacyjnej między światem żywych i umarłych, przez zdolność leczenia z szeregu chorób, po dar sprzyjania miłości i płodności. Jej wczesna aktywność na przedwiośniu świadczyła o niezwykłej zdolności odradzania się, pomimo niesprzyjających warunków.
Gałęzie leszczyny uważano za silny talizman ochronny. Wtykano je w dachy domów, przy wejściach do gospodarstw czy na skrajach pól, wierząc, że chronią przed chorobami, złymi duchami i burzami. W wielu miejscach panowało przekonanie, że leszczyna nie bywa trafiana przez pioruny, ponieważ znajduje się pod opieką boga burzy – Peruna.
Leszczyna była także ważna w praktykach magicznych i wróżbiarskich. Z jej rozwidlonych gałązek wykonywano różdżki używane do poszukiwania wody, rud metali czy ukrytych skarbów. Wierzono, że drewno leszczyny potrafi „wyczuwać” to, co ukryte w ziemi, dlatego była kojarzona z odkrywaniem prawdy i tajemnic natury.
Duże znaczenie przypisywano również jej owocom. Orzechy leszczyny symbolizowały mądrość, płodność i dostatek, a ich jedzenie miało wzmacniać pamięć i jasność myślenia. Z tego powodu leszczyna bywała postrzegana jako roślina sprzyjająca wiedzy i dobrym decyzjom. Jednocześnie przypisywano jej zdolność ochrony przed siłami związanymi ze światem podziemi, którym w słowiańskich wierzeniach władał bóg Weles.

Dziś leszczynę kojarzymy głównie przez wzgląd na jej wartościowe owoce – orzechy laskowe. Ale! Warto spróbować też żółtych gąsieniczek (kwiatostany męskie), które kryją w sobie cenny, złoty pyłek. Obok nich gdzieniegdzie zobaczyć możecie karminowe mini-pędzelki, czyli kwiatostany żeńskie. Gdy pyłek pod wpływem wiatru zacznie wysypywać się z „wisiaków” i osiadać na „pędzelkach”, wtedy zawiązują się owoce, czyli orzechy laskowe. Magia! 😉
Kotki leszczynowe nie są być może najsmaczniejszym rarytasem z lasu (ich lekko gorzki, nieco nijaki smak nie zachwyca), ale bogate są w białko, flawonoidy (ważne!), sole mineralne. Działają przeciwzapalnie, odtruwająco i wzmacniająco na cały organizm, a także wspomagają leczenie zaburzeń hormonalnych (równo u mężczyzn jak i kobiet). Jeśli więc zamiast kupnych, zagranicznych specyfików opisanych jako „superfoods”, macie chęć na coś lokalnego i dziko rosnącego, to serdecznie polecam. 🌱

Kotki leszczynowe można na świeżo zmielić w maszynce do mięsa albo najpierw wysuszyć i potem rozdrobnić w palcach (lub zmielić). Mogą posłużyć jako DODATEK DO WYPIEKÓW: chleba, placków, ciasteczek, jako „OTRĘBY”, POSYPKA do dań wszelakich, SUROWIEC DO NAPARU. Ja co roku zbieram symboliczną ich ilość i dawkuję sobie przez kilka kolejnych tygodni. Robię to przede wszystkim przez wzgląd na sam rytuał zbierania, który sprawia mi ogromną radość, bo traktuję go jako otwarcie dzikiego sezonu. To taka moja mała przednówkowa medytacja. 😊

Świeże, lekko podsuszone, roztarte w palcach kotki leszczynowe
Mocno wysuszone, zblendowane kotki leszczynowe
Ciasteczka z kwiatostanami leszczyny

SKŁADNIKI:

  • ½ szklanki zmielonych kwiatostanów leszczyny (mogą być suszone)
  • ¾  szklanki mąki pszennej (może być orkiszowa)
  • 1 żółtko (w wersji wegan można zastąpić dwiema łyśkami zmielonego siemienia lnianego rozmieszanego z wodą)
  • ¼  kostki masła lub oleju kokosowego (50g)
  • ¼  szklanki cukru pudru
  • ½  łyżeczki proszku do pieczenia
  • 2 łyżki zimnej wody

Dojrzałe (zawierające jeszcze pyłek) kwiatostany leszczyny wymieszaj dokładnie z mąką, proszkiem do pieczenia i cukrem. Dodaj pozostałe składniki. Zagnieć z nich jednolite ciasto. Odrywaj po kawałeczku, formując kulki wielkości orzecha włoskiego. Delikatnie rozpłaszcz i układaj na blasze. Piecz ok. 10 minut w 180°C, do złotego koloru.

Granola z kotkami

SKŁADNIKI:

  • 50% granoli to płatki owsiane lub żytnie, pozostałe
  • 50% mieszaj dowolnie: pestki słonecznika, siemię lniane, sezam oraz grubo posiekane orzechy włoskie, laskowe, migdały, nerkowce
  • świeżo, lekko podsuszone, otarte w palcach kotki leszczynowe (do 20% objętości całej granoli 
  • olej kokosowy
  • miód
  • opcjonalnie: suszona żurawina, rodzynki, posiekane suszone śliwki, morele, inne owoce.
Ta GRANOLA to absolutna pyszność nad pysznościami. Dobieraj proporcje wg uznania, zobacz w którym wariancie najbardziej Ci smakuje. 🙂

Wymieszaj w misce suche składniki. W garnuszku rozpuść kilka łyżek oleju kokosowego z kilkoma łyżkami miodu. Gdy całość będzie płynna, polej nią suche składniki. Dokładnie wymieszaj, tak by wszystko delikatnie pokryło się słodką mieszanką. Piecz w piekarniku nagrzanym do 180 st.C. Mieszaj co kilka minut, do momentu, kiedy wszystkie składniki będą złociście rumiane. Na 5 minut przed końcem pieczenia, dodaj porcję kotków leszczynowych otartych w dłoniach. Wymieszaj dokładnie. Kontynuuj pieczenie. Wyciągnij z piekarnika. Ostudź. Do zimnej granoli opcjonalnie dodaj np. suszone owoce. Przechowuj w szczelnym słoju. Zajadaj z jogurtem, mlekiem, samą.

Niedojrzałe kotki leszczynowe. Potrzebują jeszcze kilka tyodni,zanim będą gotowe do zbioru.

Jeśli macie chrapkę na leszczynowe „miau miau”, to pamiętajcie by zbierać je na przełomie lutego i marca. U mnie wprawdzie są teraz (początek marca) w stanie idealnym do zbiorów, ale wszystko zależy od stanowiska, na jakim rośnie dany okaz. W wielu miejscach gotowe do zbiorów były już dwa, trzy tygodnie temu.
P.S. Pamiętajcie proszę o rozważnych zbiorach, z poszanowaniem zasobów rośliny. Kotki leszczynowe to męskie kwiatostany służące jej do rozmnażania, dlatego nie zbieramy więcej niż ¼ zapasów, które urodziło konkretne drzewo.

Udanych eksperymentów kulinarnych! 🙂